Biohacking. Sci-fi czy rzeczywistość?


Biohacking. Sci-fi czy rzeczywistość?

 

Przeczytałem ostatnio książkę science-fiction, której akcję porównałbym do mojego pierwszego oglądania „Szklanej pułapki” w wieku kilkunastu lat. Miałem wtedy dostęp do filmu z niemieckim dubbingiem, uczyłem się tego języka, ale – jak wiadomo – akurat nie dialogi mają w tym przypadku największe znaczenie. Nie o tym jednak chciałem napisać. We wspomnianej powieści ludzie używali implantów do poprawiania samych siebie i własnych możliwości. Moja lektura zbiegła się z momentem ataku hackerów na całym świecie. Połączyłem oba wątki i zacząłem się zastanawiać nad tematem włamań do bioimplantów. Okazuje się, że to wcale nie jest sci-fi. To jest już możliwe! W Polsce temat pojawił się kilka lat temu na jednym z forów dotyczących bezpieczeństwa, ale wciąż wiedza o nim jest jeszcze bardzo ograniczona, podobnie jak powszechna świadomość. Niniejszy artykuł to jedynie moje przemyślenia i domysły. Nie opierają się one na żadnych badaniach. Tematyka ta zaintrygowała mnie jednak do tego stopnia, że chcę się nimi podzielić.

Implantologia się rozwija, bo technologia się rozwija i możliwości coraz mniejszych urządzeń są coraz większe. Czy mamy się czego obawiać? Większość osób odpowie: „przecież ja nie mam żadnego implantu”. Rozejrzyjmy się jednak – jest wiele osób, które używają pompy insulinowej, implantu ucha, rozrusznika serca… Skoro są hackerzy włamujący do komputerów i zatruwający ludziom życie – znamy przecież zjawisko stalkingu – to dlaczego nie mieliby się pojawić tacy, którzy chcieliby zaatakować człowieka bezpośrednio? Zwłaszcza, jeśli mogłoby się to wiązać z profitami, służąc np. szantażowi. Zapewne trudno sobie wyobrazić podobną niegodziwość, jednak przyjrzyjmy się temu z perspektywy sprawcy. Po co kogoś porywać, angażując w całe przedsięwzięcie środki i szereg osób trzecich, skoro  można zapanować nad życiem drugiego człowieka, nie dotykając go i pozostając anonimowym? A jeśli taka osoba jest osobą zamożną, kimś ważnym, celebrytą, to sytuacja robi się interesująca dla potencjalnych „biohackerów”.

Zastanówmy się nad sytuacją obecną. Każdy z implantów wspierający działanie któregoś z organów człowieka zawiera w sobie przynajmniej odrobinę elektroniki (oczywiście pomijam implanty stawów, np. biodrowego). Na co podatna jest elektronika? Na działanie pola magnetycznego czy wyładowania elektryczne – a to oznacza, że działanie takiego sprzętu można zakłócić. No tak, ale czy zakłócenie działania implantu można już nazwać „hackowaniem” go? Raczej nie, ponieważ hackowanie bardziej kojarzy się wejściem do kodu źródłowego systemu i działaniem na poziomie software niż hardware. Nie zmienia to jednak faktu, że istnieje możliwość zmiany działania urządzenia aż do potencjalnego zniszczenia poprzez bardzo mocny impuls magnetyczny.

Użyjmy jeszcze nieco wyobraźni i wybiegnijmy kilka lat w przyszłość, w której istnieją implanty opracowywane przez supertajne laboratoria wojskowe. Zadaniem takich urządzeń jest zwiększenie siły, szybkości i, nie wiadomo jeszcze, czego. Już dzisiaj jesteśmy w stanie sterować komputerami za pomocą myśli, zastąpić zwykłe oko kamerą widzącą w podczerwieni. Na czym polegałaby eliminacja żołnierza wyposażonego w tego typu urządzenia? Po prostu należałoby go wyłączyć, czyli zastosować BioHacking.

Niektórzy powiedzą: ależ to czyste science-fiction! Zgodna, ale czy to, co 100 lat temu mogło się wydawać niemożliwe, nie jest dla nas powszechną codziennością?

By jednak uspokoić nieco atmosferę, zejdźmy na ziemie i zadajmy kilka pytań. Odpowiedzi na nie mogą poszerzyć kontekst tego tematu.

Czy użytkownik może się ubezpieczyć na ewentualność BioHackingu i czy firmy ubezpieczeniowe są w stanie ubezpieczyć użytkownika takiego urządzenia?

Czy firmy produkujące urządzenia tego typu uwzględniają tego typu problemy?

Jak uratować zhackowanego człowieka?

Czy użytkownik takiego urządzenie samodzielnie może się zabezpieczyć przed atakiem?

Pierwszym z intrygujących obszarów jest temat bliski naszemu biznesowi, czyli ubezpieczenie od BioHackingu. Zanim dojdziemy do meritum, rozłóżmy temat na części. Czym mogłoby być/jest ubezpieczenie od BioHackingu i czym powinno się charakteryzować?

Przed czym człowiek powinien się ubezpieczyć? Najpierw zastanówmy się na sferą moralną. Obecnie prawo nie mówi nic na taki temat, więc odpowiadając na „ludzki rozum”, można przyjąć, że BioHacking jest atakiem na jakąś „część” człowieka. Możemy to porównać do sytuacji, gdy ktoś na ulicy zostaje zaatakowany nożem. W naszym przypadku mamy do czynienia z „niewidzialnym ostrzem noża”. Nasuwa się następujący wniosek: jest to atak na człowieka. Może on doprowadzić do śmierci ofiary. Idźmy dalej: czy powinien się ubezpieczyć przed rozbojem?

Spróbujmy spojrzeć na temat od strony medycznej. Jak wygląda proces umieszczenia implantu w ciele człowieka? Po pierwsze musi być diagnoza, następnie mamy wybór sprzętu przez specjalistów, zakup takiego sprzętu, umieszczenie sprzętu w ciele człowieka, okres rekonwalescencji oraz funkcjonowanie w społeczeństwie. Który z tych kroków możemy ubezpieczyć?

  1. Możemy się ubezpieczyć na ryzyko operacji chirurgicznej oraz pobytu w szpitalu – praktycznie każde towarzystwo ubezpieczeniowe oferuje polisę na taką ewentualność.
  2. Możemy ubezpieczyć sam sprzęt, ale tu zaczynają się schody, ponieważ tylko nieliczne towarzystwa ubezpieczeniowe uwzględniają to w swojej ofercie. Nie wszystkie produkty medyczne możemy ubezpieczyć. Na rynku istnieją ubezpieczenia implantów ślimakowych, pomp insulinowych. Nie udało mi się znaleźć ubezpieczeń rozrusznika serca, endoprotez. Technologia i rynek bardzo szybko się jednak rozwijają i pojawiają się już pierwsze implanty oczu, implanty likwidujące ataki padaczkowe itd.

No cóż, a może spojrzeć na problem od strony technologicznej? Mówimy o BioHackingu, czyli o pewnej odmianie hackowania. Czy można się ubezpieczyć od takiego ataku, a jeśli tak, jaki będzie zakres ubezpieczenia?

Rynek ubezpieczeń oferuje ubezpieczenia pozwalające na zabezpieczenie się na ewentualność takiego ataku, jednak jest to ubezpieczenie korporacyjne. Można je więc wykupić dla firmy. Pomińmy ten fakt i przyjrzyjmy się, co obejmuje takie ubezpieczenie.

  1. Ubezpieczenie danych, czyli zabezpieczenie kontynuacji biznesu klienta i pokrycie ewentualnych strat wynikających z zatrzymania biznesu. Zakres polisy obejmuje wsparcie i pokrycie kosztów przywrócenia danych lub odtworzenia danych.
  2. Pokrycie kosztów zakupu i instalacji nowego oprogramowania.
  3. Usunięcie złośliwego oprogramowania.

Podsumowując – życie ludzkie nie może zostać objęte ochroną w taki sposób, który zapewniłby bezpieczeństwo użytkownikowi sprzętu i zabezpieczyłby rodzinę takiego użytkownika. Okazuje się zatem, że branża ubezpieczeniowa nie jest przygotowana na science-fiction, które już znajduje się w wielu domach…

 

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 komentarzy do “Biohacking. Sci-fi czy rzeczywistość?